Łączna liczba wyświetleń

sobota, 9 marca 2013

Rozdział 1

          Wyjazd, nareszcie, w końcu już nie mogłam się doczekać. Ciągle tylko odliczałam dni i planowałam co będę robić w Londynie... nadal planuje. Moje rozmyślenia nad planami przerwał mi dźwięk pukania do drzwi.
~Proszę.~odpowiedziałam uśmiechnięta.
~Jaka ty szczęśliwa, cała w skowronkach.~skwitował mnie mój ojciec.
~A jaka mam być? Smutna? Nie należy się martwić takimi głupotami.
~Nie, bardzo dobrze, że humor ci dopisuje. Masz racje, są ważniejsze sprawy.
~Chciałeś mi coś powiedzieć?
~Tak, lecimy o 18:30, więc widzę cię o 18 w salonie, a teraz już muszę iść.
~Już nie mogę się doczekać.~powiedziałam sama do siebie po zamknięciu drzwi przez tatę.
Pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do mojej najlepszej przyjaciółki aby się z nią pożegnać, niestety tylko przez telefon, bo na spotkanie nie miałam czasu. Pierwszy sygnał, drugi... odebrała.
~Halo?~usłyszałam w telefonie głos Mariki.
~Marika!
~Darcy, co tam, już spakowana?
~Wszystko dobrze, dopiero będę zaczynać, a co u ciebie?
~Też dobrze, ale będzie mi ciebie strasznie brakować.
~Mi ciebie też słońce.
~Oh... będę za tobą bardzo, bardzo tęsknić.
~Ja za tobą też, Marika. Ja już będę kończyć, bo muszę w końcu się zacząć pakować. Pa pa pa pa, mam nadzieję, że mnie kiedyś odwiedzisz w Londynie.
~No pewnie, że cię odwiedzę. Pa pa, trzymaj się.
~Ty też, pa.
Po ostatnim słowie nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Postanowiłam wreszcie zacząć się pakować, bo nie zdążę.
          O 17:40 byłam już gotowa. Widok który ujrzałam w salonie mnie zamurował. Moja matka klękała przed moim ojcem prosząc go aby wybaczył jej zdradę. 
~Co ty tutaj robisz?!~zapytałam z wyrzutem.
~Darcy słonko, zostań ze mną, twojego ojca już straciłam nie chcę stracić jeszcze Ciebie.
~Żartujesz sobie, jakieś 2 miesiące temu mnie straciłaś, może nawet więcej.~powiedziałam w ogóle niewzruszona.
~Przepraszam. 
~Wydaje mi się, że na przeprosiny już trochę za późno, a teraz WYJDŹ!~ostatnie słowo wykrzyczałam jej prosto w twarz.
~Przepraszam...
~Idź już lepiej, Diana.~powiedział mój ojciec.
Po tym jak moja matka wyszła zaczęłam ubierać buty i kurtkę. Chwilę później dołączył do mnie ojciec. Tak się zastanawiam teraz jak ona w ogóle miał czelność tu przyjść. Co myślała, że tak jej wszystko wybaczymy? O nie z nami nie tak łatwo, a przynajmniej nie ze mną.
~Musimy już jechać.~z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos ojca.
~Ah... tak, oczywiście.~powiedziałam uśmiechając się.
          Pół godziny później byliśmy na lotnisku. Po załatwieniu wszystkich formalności związanych z lotem mogliśmy wejść do samolotu. Od razu się wygodnie ułożyłam i zaspałam, ponieważ byłam bardzo zmęczona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz